Pomysł na utworzenie Fundacji zakiełkował pod koniec pierwszej dekady 21. wieku przy stoliku przed, nieistniejącym już, lokalem „Sorrento” na Saskiej Kępie. Sukcesy w kampanii na rzecz alternatywnego przebiegu trasy Via Baltica, w połączeniu z wyzwaniami pracy zawodowej w dużych organizacji pozarządowych skłoniły naszą czwórkę do myślenia o powołaniu nowego podmiotu zajmującego się ochroną przyrody. Myśleliśmy o założeniu Fundacji, która umożliwiła by nam skuteczne działanie na rzecz ochrony przyrody, bez potrzeby przekonywania kogokolwiek, że nasza diagnoza i priorytety są trafne i nie wymagają wielomiesięcznego planowania strategicznego czy długich dyskusji programowych połączonych z analizami SWOT, przyklejaniem do ścian kolorowych kartek i wypisywaniem epistoł na flipchartach.

Jak pomyśleliśmy, tak zrobiliśmy, choć od pomysłu do realizacji minęło kilka lat. Kluczowe znaczenie miała decyzja Gosi o przeznaczeniu na potrzeby przyszłej Fundacji połowy środków z przyznanej jej Nagrody Goldmanów. Drugim katalizatorem było zaprojektowanie logo i fakt, że jego projektanci prawidłowo „odgadli”, jaką nazwę wcześniej wymyśliliśmy dla naszej Fundacji (wciąż nie wiemy, skąd nastąpił przeciek). Posiadając zwyczajowe 2500 PLN kapitału założycielskiego, fajne logo i enigmatyczną nazwę (plus niepoprawny politycznie, ale bardzo sympatyczny nick nazwy) nie pozostawało nam nic innego, jak napisać statut i zarejestrować fundację. Co nastąpiło w 2010 roku.